Sto lat to w sporcie cała epoka. To tysiące ton przerzuconych na treningach, setki złamanych barier i biografie, które mogłyby posłużyć za scenariusze filmowe. Z okazji jubileuszu 100-lecia Wielkopolskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, światło dzienne ujrzała monografia „Dziedzictwo siły. 100 lat wielkopolskich ciężarów”. Jej autor, Tomasz Siwiński, w drobiazgowym śledztwie historycznym przywraca pamięć o zapomnianych mistrzach i udowadnia, że wielkopolska sztanga to coś więcej niż tylko sport – to regionalny etos pracy zamieniony w sukces.
Rozmawiamy z autorem o kulisach powstania książki, spotkaniach z weteranami i o tym, dlaczego historia wielkopolskiego sportu jest znacznie bogatsza, niż nam się wydaje.

Skąd pomysł, by wziąć na warsztat akurat podnoszenia ciężarów? Czy była to miłość od pierwszego wejrzenia, czy raczej odkrycie luki w historii wielkopolskiego sportu?
Historia sportu pasjonowała mnie od zawsze. W 1992 roku poznałem Marcina Lampe, z którym wspólnie chodziliśmy do technikum w Trzciance, miałem więc informacje z pierwszej ręki o tej dyscyplinie. Tym samym autobusem jeździł też Paweł Najdek – wówczas już utytułowany sztangista. Wcześniej kibicowałem Polakom podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu w 1988, gdzie Sławomir Zawada zdobył brązowy medal oraz w Barcelonie w 1992 roku. Pierwsze artykuły i teksty o podnoszeniu ciężarów dotyczyły Budowlanych Nowy Tomyśl i wówczas zacząłem też szukać informacji dotyczącej historii podnoszenia ciężarów w Polsce.
Gdybyś miał wskazać jedną osobę z tych 100 lat, która jest „twarzą” wielkopolskiej sztangi, kto by to był i dlaczego?
Zdecydowanie są to dwie postacie. Pierwszą z nich był Józef Spychała, w latach 20. XX wieku zawodnik HCP Poznań, człowiek, który przy fascynacji środowiska atletycznego zapasami, budował podstawy podnoszenie ciężarów w Wielkopolsce jako trener, działacz, sędzia, był też medalistą Mistrzostw Polski. Drugą osobą jest Jerzy Nowak, dzięki utworzeniu dwóch sekcji w Opalenicy i Nowym Tomyślu stworzył fundamenty do rozwoju klubów, których zawodnicy zdobyli łącznie 428 medali Mistrzostw Polski. Jednocześnie poprowadził WZPC do wielu sukcesów organizacyjnych.
Wielkopolska słynie z pracy organicznej. Czy w podnoszeniu ciężarów ten „regionalny gen” widać wyraźniej niż w innych dyscyplinach?
Myślę, że tak. Dzisiejsza pozycja wielkopolskich ciężarów, jak i w latach wcześniejszych, gdy brakowało sukcesów oparta była na pasji poszczególnych osób. Oni tworzyli sekcje z niczego. Potrafili zarazić innych młodych ludzi do podnoszenia ciężarów i to stawało się ich życiem. Często warunki w jakich trenowali dalekie były od jakichkolwiek norm, mimo to pracowali, trenowali i rywalizowali.

Sto lat to mnóstwo czasu. Co było trudniejsze: docieranie do pożółkłych dokumentów z lat 20. XX wieku czy namawianie weteranów na wspomnienia?
Tych pożółkłych materiałów było nieco, choć zapewne nie do wszystkich zdołałem dotrzeć, gdyż leżą pochowane gdzieś po piwnicach, czy strychach. Setki godzin w bibliotekach pozwoliło mi udokumentować historię, jednak pierwiastkiem ludzkim tej książki są osoby tworzące środowisko podnoszenia ciężarów. Jeżeli docierałem do ludzi trwających przed latami w ciężarach spotykałem się z miłą reakcją. Oczywiście nie każdy zrozumiał cel powstawania monografii, twierdząc że są to bardzo odległe czasy, niemiej niemal każda rozmowa kończyła się milo – powrót do młodości, przyjaźni, przygody ze sztangą. Dla wielu osób był to najjaśniejszy skrawek życia. Tylko pojedyncze osoby nie chciały wrócić do wspomnień, mimo to nie mogłem pominąć ich zasług i oczywiście figurują na kartach książki.
Jak bardzo zmienił się profil zawodnika przez ten wiek? Czy dzisiejszy mistrz odnalazłby się w treningu sprzed 80 lat?
Z pewnością tak. 100 lat temu panował kult pięknego ciała i to nie zmieniło się do dzisiaj. Nieważne w jakich okolicznościach, siłaczom zależało na podnoszeniu swoich swoich umiejętności, biciu rekordów i na wyrzeźbionej sylwetce. Uważam, że priorytety atletów są ważniejszego od formuły w jaki sposób je osiągnąć.
Czy podczas pracy nad książką trafiłeś na historię, która kompletnie Cię zaskoczyła lub zmieniła postrzeganie podnoszenia ciężarów?
Było kilka takich. W dwóch przypadkach dotarłem do rodzin byłych medalistów Mistrzostw Polski Seniorów, którzy nie zdawali sobie sprawy, że ich, nieżyjący ojcowie byli tak znaczącymi postaciami dla polskiej sztangi. Było to sympatyczne spotkanie z przeszłością i odkurzenie starych, jakże ważnych pamiątek. Drugą jest to, że w sportowej społeczności w Wielkopolsce funkcjonuje przekonanie, że podnoszenie ciężarów to sport marginalny, z kilkoma sekcjami i niewielką liczbą sukcesów. Fakty są jednak inne. 100 lat tradycji, ponad 100 funkcjonujących sekcji, ponad 500 medali Mistrzostw Polski, medale Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata. To są fakty, których nie można ignorować. Dowiedziałem się również o wielu detalach wokół podnoszenia ciężarów. O diecie, przygotowaniach do treningów i zawodów ludzi z różnych epok. Należy docenić to, że dziś wszystko jest dostępne i nie trzeba załatwiać nic spod lady. Każdy zawodnik może zadbać o dietę, są duże możliwości treningowe i wykwalifikowana kadra. Nie pozostaje nic jak tylko trenować.
Książka „Dziedzictwo siły. 100 lat wielkopolskich ciężarów” to nie tylko sucha kronika wyników, ale przede wszystkim hołd oddany ludziom, którzy budowali fundamenty pod dzisiejsze sukcesy. Praca Tomasza Siwińskiego pokazuje, że za każdym medalem stoi nie tylko siła mięśni, ale przede wszystkim siła charakteru, która w Wielkopolsce od wieku ma się doskonale.
Premiera publikacji odbędzie się już 21 marca podczas uroczystej Gali 100-lecia Wielkopolskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. To doskonała okazja, by osobiście poznać autora i zgłębić historię, która przez lata pozostawała w cieniu, a dziś wreszcie wychodzi na światło dzienne w pełnym plasku.